Wrzucili petardę do domu niepełnosprawnego.

Rozbłyskujące na niebie fajerwerki

1 stycznia 2014 roku do policyjnego aresztu trafili trzej mężczyźni w wieku 23, 24 i 25 lat, którzy tego samego dnia, około godziny 13.00 wrzucili odpaloną petardę do domu schorowanego mężczyzny

Pokrzywdzony był przekonany, że materiał pirotechniczny po wybuchu zgasł i dlatego też nie szukał go. Do zdarzenia doszło w małej miejscowości w gminie Masłowice. Kilka minut później okazało się, że w jednym z pomieszczeń doszło do pożaru. 59 – latek mimo, że ma problemy z poruszaniem się, przeszedł przez pomieszczenie zajęte ogniem i powiadomił strażaków.

Mężczyzna z poparzeniami I i II stopnia głowy i klatki piersiowej został zabrany do radomszczańskiego szpitala, gdzie pozostał na obserwacji. Najprawdopodobniej dom, w którym mieszkał nie będzie nadawał się do dalszego użytku, ze względu na znaczne uszkodzenia drewnianej konstrukcji. Trzej prawdopodobni sprawcy zostali zatrzymani przez policjantów. Jeden z nich miał prawie 3 promile alkoholu w organizmie.

W chwili obecnej wszystko wskazuje na to, że mężczyźni usłyszą zarzut narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia oraz uszkodzenia ciała, za co grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności, jeżeli doszło do jego trwałego oszpecenia.


Od dawna w głowie mojej się nie mieści jak detonowanie materiałów hukowych może być zabawą na tyle przednią, żeby skutecznie w okolicach sylwestra zwłaszcza, zatruwać tym życie innym. Wbrew prawu chyba nawet, gdyż to zezwala na takie praktyki jedynie w określone konkretne dni.

Tymczasem od lat o wiele wcześniej grupy mniej lub bardziej trzeźwych i zaawansowanych wiekiem (bo chyba nie rozumem) osób z uporem maniaka napawają się radością z ogłuszania innych.
Do tej pory szczytem tego co widziałem na własne oczy czy o czym słyszałem było petardy rzucane pod nogi przechodniów. Bez względu na wiek czy płeć.

 

To co zaś zaszło w opisywanym przypadku przechodzi wszelkie pojęcie.