Wrocławianka pozwała NFZ. Walczy o lek ratujący życie

Chora na stwardnienie rozsiane 27-letnia Dorota Zielińska ma szansę żyć normalnie, ale jest uwięziona w łóżku. Lek, który mógłby ją uratować, nie jest w Polsce refundowany. O tym, kto ma zapłacić za drogie leczenie, zdecyduje sąd. Nie wiadomo kiedy.

Dziewięć lat temu u Doroty Zielińskiej tuż przed maturą zdiagnozowano agresywną postać stwardnienia rozsianego. Lek o nazwie interferon był wtedy w Polsce nowością, na Dolnym Śląsku podawano go tylko w jednym szpitalu. Dorota nie zakwalifikowała się na leczenie refundowane przez NFZ. Za namową przyjaciół postanowiła walczyć i skierowała sprawę do sądu. Fundusz zawarł z nią ugodę i dostała lek innowacyjny jak na tamte czasy.

Interferon na siedem lat powstrzymał rozwój choroby. Dorota w tym czasie skończyła studia i napisała dwie książki - pamiętnik o walce z chorobą, który miał dać nadzieję ludziom podobnie jak ona załamanym po diagnozie, oraz podręcznik dla studentów medycyny "Vademecum stwardnienia rozsianego". Zaczęła pracować w przychodni jako neuroterapeuta mowy, pomagając m.in. osobom z SM.

Po latach choroba powróciła. Dorota traciła równowagę, czucie w nogach, co dwa miesiące trafiała do szpitala. W końcu stwardnienie rozsiane przykuło ją do łóżka, stała się całkowicie zależna od innych. Pomogła kolejna kuracja, tym razem preparatem Gilenya, początkowo stosowanym tylko w USA i Szwajcarii.

- W ciągu kilku miesięcy znów stanęłam na nogi. To był cud. Nawet kule nie były mi już potrzebne - mówi Dorota.

Miesięczna kuracja kosztowała wówczas 11 tys. zł, kobiecie udało się pokryć jej koszty dzięki akcjom charytatywnym.

W styczniu 2011 roku Europejska Agencja Oceny Produktów Medycznych dała nowemu preparatowi zielone światło na stosowanie w krajach Unii. Jest już obecny w polskich aptekach, kosztuje 8 tys. zł, ale nie jest refundowany.

NFZ odmówił Dorocie pokrycia kosztów leczenia preparatem, chociaż wniosek chorej pozytywnie zaopiniowali opiekujący się nią lekarze oraz Ministerstwo Zdrowia.

Andrzej Troszyński, rzecznik Narodowego Funduszu Zdrowia, mówi krótko: - Leku nie ma jeszcze w żadnym programie leczenia w Polsce, więc fundusz nie ma żadnych podstaw do jego refundacji.

Preparat dla dziewczyny mógłby kupić szpital, ale nie zrobi tego bez zapewnienia, że NFZ zwróci mu pieniądze. A Fundusz takiej gwarancji dać nie chce.

- Bez tego żaden szpital nie jest w stanie pomóc, bo to uruchomiłoby całą lawinę. Jeśli szpital miałby zapłacić za innowacyjne leczenie z własnych pieniędzy, to musiałby przestać leczyć innych chorych - tłumaczy prof. Bogusław Paradowski, wojewódzki konsultant ds. neurologii.

Dorota Zielińska znów skierowała sprawę do sądu. Liczy, że ponownie uda jej się wywalczyć lek. Jednak choroba postępuje u niej bardzo szybko. Stan chorej pogorszył się drastycznie, gdy jej matka zachorowała na raka trzustki. Dorota znów jest przykuta do łóżka, potrzebuje całodobowej opieki. - Czuję się tak, jakby ktoś mi powiedział: proszę się kłaść i umierać - mówi.

Wrocławianka pozwała NFZ. Walczy o lek ratujący życie.