"Pozwólcie mi umrzeć". Ich jedynym marzeniem jest śmierć.

"Czasem wyję z bólu"

Gdy Marlena była w ciąży, stwierdzono u niej stwardnienie rozsiane. Trzy lata temu zdiagnozowano u niej boreliozę. - Obie choroby są śmiertelne i niewyobrażalnie bolesne. Dziś boli mnie wszystko, od przełyku po palce u stóp. Czasem wyję z tego bólu - opisuje kobieta.

Opiekuje się nią mama i 10-letni syn. - Kiedy dziewięć lat temu on stawiał pierwsze kroki, ja stawiałam ostatnie - wspomina.

Zgłosiła się na program leczenia SM (stwardnienia rozsianego) finansowanego przez państwo, jednak jej nie przyjęto. Lekarze odmawiają jej badań niezwiązanych z jej chorobą, bo uważają to za stratę czasu i pieniędzy. Tłumaczy, że publicznych lekarzy nie interesują tak beznadziejne przypadki, jak jej. - Odsyłają mnie z kwitkiem, albo wyznaczają odległe terminy wizyt. A potem przepisują absurdalnie drogie leki, które i tak nie działają - tłumaczy.

Kobieta zalega z opłatami, na jej rentę wszedł komornik. - To wszystko jest żałosne, poniżej godności. Tak, to zakamuflowana, powolna eutanazja. Ja takiej nie chce - wyjaśnia.

Zarówno Adam jak i Marlena mają za sobą nieudane próby samobójcze. Adam próbował się raz zagłodzić, podcinał sobie żyły, wypił rozpuszczony płyn do rur. Marlena, kiedy jeszcze mogła ruszać rękami, połknęła wszystkie tabletki, jakie znalazła. Oboje wylądowali w szpitalu, oboje odratowano.

Źródło: "Pozwólcie mi umrzeć". Ich jedynym marzeniem jest śmierć - Wiadomości - WP.PL.