Lance Armstrong - fałszywy bohater

Głośno nadal o sprawie kolarza Armstronga. Wielokrotnego zwycięzcy wyścigu "Tour de France" i bohaterskiego pogromcy nowotworu. Kolarz za używanie dopingu dostał m.in. dożywotnią dyskwalifikację. Wiele lat zapierał się, że nic takiego nie stosował. W końcu przyznał się. Nadal jednak na każdym kroku przypominane jest to, jakim jest jednak bohaterem, bo wygrał z rakiem.

Czy jednak i to bohaterstwo nie jest nieco fałszywe? Załóżmy, że pan Armstrong, przeciętny kolarz, nie stosuje w zawodach sportowych dopingu. Nie wygrywa wyścigów, nie zarabia w reklamach itd. Słowem nie ma takiej sławy, a także zasobów finansowych. Czy nadal ma szansę tak bohatersko walczyć z rakiem? Czy nadal ma na to środki, czy nadal nie potrzebuje sławy, żeby mieć dostęp do leków i lepszej opieki medycznej? Nawet uwzględniając, że nie żyje w Polsce oczywiście. Można wątpić.

Czy to więc aby chociaż trochę także nie oszukane bohaterstwoo i zwycięstwo? I czy faktycznie jest za co tak chwalić? A co z tymi cichymi, uczciwymi, którzy nie mają takich szans, bo nie okłamali? Oni nie mają dopingu w walce z chorobą w postaci zdobytej nieuczciwie sławy i pieniędzy.

Bohater to wzór. Ale dla kogo wzorem może być ktoś, kto bohatersko ... oszukuje?