Komórki macierzyste w SM. Konferencja w Watykanie

Komórki macierzyste nie wywołują tak gorących sporów bioetycznych jak aborcja, in vitro czy eutanazja. I trochę szkoda, głównie dlatego, że brak szumu medialnego wokół terapii z ich udziałem nie sprzyja upowszechnieniu informacji na ich temat. A zdecydowanie jest o czym informować.Szczególnie zainteresować się nimi powinni chorzy na stwardnienie rozsiane (sclerosis multiplex - SM), ponieważ udało się opracować metodę leczenia tej choroby dzięki autoprzeszczepom komórek macierzystych.

To spotkało właśnie jednego z chorych, Jima Danhakla, który opisywał swój przypadek w Watykanie: był już w stadium terminalnym choroby. Leżał, nie widział, jego słuch działał jak zepsute radio: raz słyszał coś, raz nic. Czekał na śmierć.Tymczasem już dwa tygodnie po rozpoczęciu terapii na bazie komórek macierzystych postawił pierwsze kroki, a po miesiącu rozpoczął naukę chodzenia z chodzikiem. Obecnie jedyne, co mu dolega, to pojawiający się od czasu do czasu ból w stopie.Terapię tę prowadził dr Richard Burt z Northwestern University w Chicago. Jim Danhakl nie jest jego jedynym pacjentem, na konferencji o swoim przypadku opowiadała jeszcze Roxane Beygi. Ona z kolei mówiła o dolegliwych skutkach ubocznych klasycznej terapii lekami. Tymczasem terapia na bazie komórek macierzystych takich skutków nie ma.

(...)

Jako kamyczek do ogródka tych, którzy krytykują Kościół za ciemnotę i niechęć wobec nauki, warto podać fakt, że Stolica Apostolska popiera badania nad tym typem terapii, czego przejawem są organizowane od kilku lat w Watykanie konferencje na ten temat. I w tym roku właśnie już pierwszy dzień przyniósł informację o konkretnych efektach. Są to informacje, które (jak to ujął Jim Danhakl) "winny być wykrzykiwane na dachach".


Pozostaje pytanie czy na dachach wykrzykiwane także będzie skąd osoba chora miałaby wziąć pieniądze na taką terapię?