Emigracja za zdrowiem

Chora na stwardnienie rozsiane: - Nie wrócę, bo w Holandii mam leczenie, na które w Polsce nie ma szans.

Monika pochodzi ze Śląska. Teraz mieszka w Londynie. Ma SM, czyli stwardnienie rozsiane. Nie wróci do Polski, choć w Anglii wcale nie jest drożej czy lepiej leczona. Twierdzi natomiast, że jest tam lepiej traktowana. - Nie muszę się wstydzić choroby. Lekarz zawsze poda mi rękę na powitanie, a na ulicy nikt nie krzyknie "pijaczka", chociaż idę chwiejnym krokiem. A jak upadnę, każdy pomoże wstać.

Monika to wyjątek wśród naszych rozmówców. Inni mówią, że wybrali emigrację przede wszystkim ze względu na warunki leczenia. Tak jak Ewa z Holandii, też z SM. - W Polsce ludzie tracą pracę, gdy szef się dowiaduje, że są chorzy. W Holandii nikt by się nie ośmielił. Poza tym tu dostaję copaxone, lek, który zatrzymuje chorobę - mówi Ewa.

Uważa, że w Polsce nie miałaby na to szans. U nas na copaxone może liczyć tylko ten, komu nie pomaga interferon. Ale z interferonem też jest kłopot - dostaje go niespełna 5 tys. z ponad 20 tys. osób chorujących w Polsce na SM (miesięczna dawka interferonu kosztuje minimum 2,2 tys. zł).

W Holandii pacjent współdecyduje o tym, który lek dostanie. Nie ma żadnego wyznaczonego okresu leczenia. - Kiedy dzieci podrosły, chcieliśmy wrócić, żeby w Polsce chodziły do szkoły. Ale zdecydowaliśmy, że zostajemy, bo tu jest dobre leczenie - mówi Ewa.

Okazuje się, że chory na SM nie musi wybierać Zachodu. - Mam pacjenta, który kupił sobie mieszkanie w Bułgarii po to, by móc opłacać tam składki zdrowotne. Dzięki temu ma za darmo interferon, na który w Polsce by się nie załapał - mówi dr Maciej Maciejowski z Katowic, który od lat zajmuje się leczeniem chorych na SM.

Ktoś wie po ile mieszkania w Bułgarii?