Danuta nie żyje

Scenarzyści serialu "Barwy szczęścia" ostatecznie rozwiązali kwestię chorej na stwardnienie rozsiane bohaterki. Zginęła w wypadku.

Szkoda, bo tacy serialowi bohaterowie to dobry sposób na dotarcie z informacjami o chorobie do szerszej rzeszy odbiorców. Bo cóż przeciętny obywatel wie o SM? Najczęściej tyle, że to choroba nieuleczalna i kojarząca się z wegetowaniem w łóżku (tak przedstawiona była jedna z bohaterek "Klanu").

Taki poziom wiedzy rodzi fałszywe stereotypy, a te z kolei wykluczenie i dyskryminację ludzi chorych. Bo co zrobi z taką wiedzą na przykład pracodawca kiedy usłyszy, że kandydat do pracy choruje na SM? Już będzie go widział na nieustannym zwolnieniu lekarskim na przykład. A tymczasem przecież może być zupełnie inaczej. Tak jak w przypadku Danuty, która pomimo już nawet poruszania się na wózku - co też nie jest regułą przecież - żyła aktywnie, pracowała.

Niestety. Widzom nie będzie już dane się o tym przekonać.

 

Tuż przed przeprowadzką, Śliwińska umówi się z Nejmanem. A mężczyzna od razu zauważy, jak bardzo się zmieniła:
- Jesteś radosna. Pełna wiary w swoje możliwości i nadziei na lepsze jutro…
- Na pewno jestem mniejszą pesymistką niż kiedyś…
- Teraz jesteś optymistką. Stuprocentową!
W odpowiedzi, Danuta pośle Nejmanowi ciepły uśmiech. A chwilę później wyzna:
- Mam wrażenie, że rozpoczynam lepszą część życia…