Chorzy na stwardnienie rozsiane apelują, by Ministerstwo Zdrowia dotrzymało obietnicy o ich leczeniu

Pacjenci ze stwardnieniem rozsianym (SM), którzy z własnych funduszy kupują skuteczny, ale drogi lek natalizumab, alarmują, że kończą im się pieniądze na terapię. Dlatego apelują, by MZ dotrzymało obietnicy i od maja wprowadziło program leczenia natalizumabem.

- Byłam przekonana, że od 1 marca natalizumab będzie refundowany i pod tym kątem miałam rozplanowane fundusze. Jeśli lek nie znajdzie się na majowej liście refundacyjnej to dla mnie będzie oznaczało katastrofę - powiedziała 26-letnia Kamila Karkosińska, u której SM zdiagnozowano ponad osiem lat temu. Dodała, że odstawienie leku grozi jej gwałtownym załamaniem stanu zdrowia i utratą sprawności.

Kamila już wcześniej przez to przechodziła. Gdy ok. trzy lata temu SM przybrało u niej agresywną postać, a podstawowa terapia immunomodulująca z użyciem interferonu beta przestała działać, zaczęła mieć poważne problemy z chodzeniem. Mogła poruszać się z ogromnym wysiłkiem, z nogi na nogę, tylko przy pomocy kul. \

Dzięki działaniu natalizumabu oraz intensywnej rehabilitacji sprawność wróciła. Kamila zaczęła chodzić. Obecnie trudno uwierzyć, że cierpi na poważną przewlekłą chorobę neurologiczną, którą uważa się za główną - obok wypadków - przyczynę niepełnosprawności osób młodych.

Natalizumab został zarejestrowany w krajach Unii Europejskiej (a więc i w Polsce) w 2006 r. Do tej pory nie znalazł się jednak w programie lekowym i nie jest finansowany polskim pacjentom ze środków publicznych.

Jak przypomniał prof. Adam Stępień, kierownik Kliniki Neurologicznej Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, od 1 stycznia 2013 r. chorzy z najczęstszą tzw. rzutowo-remisyjną postacią SM, u których nie działają lub przestały działać standardowe leki immunomodulujące - interferon lub octan glatirameru - mogą być kwalifikowani do programu leczenia doustnym lekiem na SM - fingolimodem.
Ten lek jednak nie wszystkim pacjentom pomaga.

Prof. Stępień zaznaczył, że natalizumab jest jedynym lekiem zarejestrowanym w leczeniu gwałtownie postępującego SM. - Ze względu na brak refundacji leku niewiele możemy obecnie tym chorym zaoferować - powiedział neurolog.

27 listopada 2012 r. na debacie współorganizowanej przez Parlamentarny Zespół ds. Stwardnienia Rozsianego dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia Artur Fałek zapowiedział, że natalizumab powinien być refundowany od 1 marca 2013 r. Warunkiem wprowadzenia programu lekowego z natalizumabem miała być pozytywna rekomendacja Agencji Oceny Technologii Medycznych (AOTM), która została wydana 7 stycznia 2013 r.

Jednak program nie znalazł się na wykazie leków refundowanych, który zaczął obowiązywać od 1 marca.

W odpowiedzi na pytanie PAP o prace nad refundacją tego leku rzecznik prasowy MZ Krzysztof Bąk odpowiedział, że proces ten ciągle trwa. Decyzję w tej sprawie wyda w najbliższym czasie minister zdrowia.

Jak wyjaśnił prof. Stępień fingolimod i natalizumab różnią się pod względem mechanizmu działania, przeciwwskazań i działań niepożądanych.

Ze stosowaniem natalizumabu wiąże się ryzyko poważnego powikłania, jakim jest postępująca wieloogniskowa leukoencefalopatia (PML) wywoływana przez wirus JCV. Na świecie z jej powodu zmarło dotychczas kilkudziesięciu pacjentów z SM leczonych natalizumabem (na kilkadziesiąt tysięcy wszystkich stosujących ten lek).

Ryzyko dotyczy głównie pacjentów, u których występują przeciwciała anty-JCV oraz tych, którzy przyjmują lek przez wiele lat. Dlatego AOTM w swojej rekomendacji uznał, że do programu lekowego z natalizumabem konieczne jest dołączenie testu na obecność tych przeciwciał.

Bardziej zagrożone tym powikłaniem są też osoby, które wcześniej stosowały jakieś leczenie immunosupresyjne.