Aresztowanie każdego przez kontrolera biletów niezgodne z Konstytucją

Autobus komunikacji miejskiej

Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, na mocy którego możliwość zatrzymania i ukarania grzywną każdego pasażera, nawet tego, który nie złamał prawa, jest niezgodne z Konstytucją. Tym samym potwierdzone zostało, że skandaliczne pozbawienie wolności osoby niepełnosprawnej, do którego doszło jakiś czas temu było niezasadne.

O bulwersującej sprawie pozbawienia wolności przez kontrolera biletów osoby niepełnosprawnej, która na skutek zbyt późno rozpoczętej kontroli nie mogła zdążyć pokazać biletu pisaliśmy jakiś czas temu.  Na skutek takiego potraktowania przez pracownika przewoźnika pasażer nie mógł wysiąć na swoim przystanku. Został zatrzymany i mógł wysiąść dopiero na kolejnym przystanku. Pomimo tego, że miał ważny bilet i gotów był go okazać. Nie zdążył.

Prokurator Generalnyt skierował do Trybunału Konstytucyjnego zaskarżenie przepisów pozwalających na takie praktyki.

W dniu 28. lipca 2014 r. TK wydał orzecznie stwierdzające, że

 

Art. 87b ustawy z dnia 15 listopada 1984 r. – Prawo przewozowe (Dz. U. z 2012 r. poz. 1173 i 1529 oraz z 2013 r. poz. 1014) jest niezgodny z art. 41 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

 

W komunikacie po wyroku TK czytamy:

 

Trybunał Konstytucyjny uznał ten przepis za sprzeczny z konstytucją, ponieważ może wymuszać na podróżnych podporządkowanie się nawet arbitralnym, bezzasadnym i nieadekwatnym do zaistniałych sytuacji poleceniom kontrolerów. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że „jazda na gapę” nie jest zjawiskiem ani nowym, ani rzadkim i zrozumiałe jest dążenie ustawodawcy do jego ograniczenia. Kontrolerzy biletów mają więc między innymi prawo do ujęcia (choć bez stosowania środków przymusu bezpośredniego!) i oddania w ręce Policji podróżnego, który po pierwsze nie ma ważnego biletu, po drugie odmówił zapłacenia należności i po trzecie nie pozwala się wylegitymować; ujęty podróżny ma obowiązek pozostać w miejscu kontroli do czasu przybycia Policji. Choć ujęcie podróżnego dopuszczalne jest tylko we wskazanych okolicznościach, to − na mocy kwestionowanego przepisu − ukaranie podróżnego grzywną jest możliwe w każdym wypadku oddalenia się przez niego z miejsca kontroli, nawet gdy wydane przez kontrolera polecenie było arbitralne i bezzasadne. Ustawodawca pośrednio poszerzył możliwość ujęcia podróżnego, czyniąc je dopuszczalnym w każdych okolicznościach, a nie tylko wtedy, gdy podróżny nie ma biletu, nie uiszcza należności i nie pozwala się wylegitymować. Na podstawie tak ogólnie sformułowanego przepisu, grzywną mogą więc być karani podróżni bezpodstawnie ujęci przez kontrolerów, a więc nawet ci, którzy nie naruszyli obowiązującego prawa.

Karanie grzywną za każde niepodporządkowanie się poleceniu kontrolera co do pozostania w miejscu kontroli nieproporcjonalnie ogranicza wolność osobistą obywateli i rodzi niebezpieczeństwo nadużywania przez kontrolerów uprawnień i ich wykorzystywania w celach innych niż ochrona praw majątkowych przewoźników

Sędzia sprawozdawca, prof. Teresa Liszcz w ustym uzasadnieniu wyroku powiedziała:

Pozycja jednej strony została nadmiernie wzmocniona. Na podstawie tego przepisu można ująć i ukarać w zasadzie każdego podróżnego, a nie tylko tego, kto nie ma biletu, ani nie chce się wylegitymować, a przecież mamy do czynienia z sytuacją, gdy strony stosunku prawnego są równe, bo przewoźnik i obywatel stoją na równej płaszczyźnie. To nie to samo co (...) sytuacja, gdyby miało chodzić o relacje państwo-obywatel.

(...)

Bbadając przepis pozwalający kontrolerowi wydawać polecenia każdemu, na pierwszy plan wysunął się interes majątkowy przewoźnika. Powstaje pytanie, czy ustawodawca nie przesadził i przed tak fundamentalnym dobrem jakim jest wolność, nie postawił interesu majątkowego

Już wcześniej także my podnieśliśmy taki argument pisząc

Przedstawiona sytuacja wskazuje, iż przeowźnik stawia wyżej efekt ekonomiczny aniżeli takie dobra jak godność, wolność, swoboda poruszania się obywateli.

 

Czy orzeczenie TK zmieni coś w sytuacji podróżnych? Obawiam się, że nie. Na samym bowiem końcu i tak pasażer będzie miał do czynienia z kontrolerem. A jak pokazuje praktyka codzienna jest to nader często jedno ze słabszych ogniw przewozów pasażerskich.